MOJE MAŁE WIELKIE SZCZĘŚCIE

MOJE MAŁE WIELKIE SZCZĘŚCIE

A więc chusta kupiona, Ninka bardzo grzeczna w Niej jest, po zawinięciu chwila moment i zasypia, dzięki czeku możemy w końcu wybierać się na dłuższe spacery.

Moja wspaniała córeczka wczoraj pierwszy raz podczas snu, gdy ucałowałam ją w rączkę głośno się zaśmiała :) 

Jest taka śliczna, mądra, no i mały cwaniaczek z Niej jest :) Lubi wymuszać krzykiem lub płaczem, a ma dopiero dwa miesiące, najchętniej to by chciała żeby tylko na rączkach ją cały czas noszono moja malutka księżniczka.

Z dnia na dzień tak bardzo się ona zmienia, to jest takie niesamowite że zasypia, budzi się po kilku godzinach i umie już kilka kilka nowych rzeczy.

MAM JUŻ 2 MIESIĄCE I 2 DNI

MAM JUŻ 2 MIESIĄCE I 2 DNI

Tak jak w tytule: Ninka ma już dzisiaj 2 miesiące i 2 dni. Czas leci niesamowicie szybko, jeszcze niedawno chodziłam z wielkim brzuszkiem, a tu proszę moje serduszko już skończyło dwa miesiące.


Chociaż jest z Nami dopiero te szcześćdziesiąt kilka dni, czuję jak by była z Nami niewiadomo jak długo. Nie wyobrażam sobie nawet dnia bez Niej, dzięki Niej dzień staje się piękniejszy, gdy otwieram oczy i widzę jej cudne oczka wpatrujące się w moje i ten jej najwspanialszy na świecie uśmiech.


Byłyśmy na szczepionce w 6 tygodniu życia Ninki, była kłuta trzy razy, bo zdecydowaliśmy się na szczepienia podstawowe, biedna bardzo płakała, ja także miałam łzy w oczach, potem wieczorem dostała gorzaczkę, ahh i niestety kolejna szczepionka bodajże 16 sierpnia, mam nadzieję że tym razem będzie lepiej.

Ninka jest bardzo mądrą dziewczynką, bardzo szybko rośnie i bardzo ładnie przybiera na wadze. Waży gdzieś koło 6kg, jest duża jak na swój wiek. :)

 Poniżej zdjęcie przedstawiające dwumiesięczną Ninkę (z lewej) i jej pięciomiesięczną koleżankę Maję. 3 miesiacę różnicy, a wyglądają jak by były w tym samym wieku :)


Moja kochana córeczka nie lubi już jeździć w wózku, jak jest zmęczona to zaśnie w Nim, ale leżeć już nie chce, denerwuje ją to że nic nie widzi w tej gondoli i dlatego podczas ostatnich spacerów mamusia lub tatuś musieli małą księżniczkę nosić na rączkach, bo lubi ona oglądać świat i wszystko co się dzieje dookoła. A spróbuj z powrotem odłożyć do wózka… Dlatego jutro przyjeżdża do Nas Pani, która nauczy Nas chustonoszenia, mam nadzieję że damy radę to ogarnąć i będziemy mogli chodzić na dłuuugie spacerki :)


Nina jest już taka mądra!! Jesteśmy z Niej bardzo dumni, przesypia ładnie całe noce, budzi się tylko na karmienie, po czym dalej ładnie śpi. Potrafi odpowiadać uśmiechem na uśmiech, zresztą ciągle się uśmiecha, gaworzy, wkłada piąstki do bużki, no i ciąga mamusię za włosy haha :) 

JAK TEN CZAS LECI..

JAK TEN CZAS LECI..

Trochę czasu nie pisałam, ale czasem cieżko mi jest znaleść czas na cokolwiek, a jak już znajdę to zazwyczaj korzystam z tej chwili i leżę, nic nie robiąc, po prostu odpoczywając :)

W ciagu kilku tygodni wydarzyło się dużo rzeczy. Jak już wspominałam wcześniej moja coreczka jak skończyła 3 tygodnie wybrałyśmy się na sejsę zdjęciową, bardzo grzeczna była, wyrobiliśmy się w godzine, podczas gdy pani fotograf mówiła że zwykle trwa to około 2-3 godzin, ślicznie pozowała, w ogole nie spała, na każdym zdjęciu ma otwarte oczka.


 

Jak Ninka skończyła miesiąc wybrałyśmy się do lekarza na kontrolne badanie, z racji tego że pomieszali coś w szpitalu i lekarka do domu nie przyszła, wiec wybrałyśmy się do przychodni. Lekarka powiedziała że Ninka jest rozwinięta jak półtora miesięczne dziecko, dobrze się rozwija, ładnie przybiera na wadze i ładnie rośnie. W ciagu miesiąca przytyła 1300 gramów i urosła 4 cm!!! Lekarka stwierdziła że mam bardzo dobry pokarm. Ogólnie mówiła jeszcze że widać że malutka jest zadbana itp.
Razem z Ninką ogladalysmy Euro2016 i kibicowaliśmy Polskiej Reprezentaji :)

A tak Ninka się cieszyła jak był GOL! :P

Słoneczko moje kochane ma już sześć tygodni, z dnia na dzień jest coraz większa, silniejsza i coraz to mądrzejsza. Codziennie mnie zaskakuje i sprawia że dzień staje się piękniejszy. Kocham ją!

24 DNI

24 DNI

Ten czas tak szybko leci.. Ninka dzis ma 24 dni. Pod konekc ciąży ciągnął sie niesamowicie, ale teraz jak o tym myśle to te 9 miesięcy minęły tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Czasem tęskni mi się za brzuszkiem, za kopniakami, ale najbardziej cieszę się ze jest ze mną moja mała królewna.


Dzisiaj byłyśmy na sesji zdjecieowej, jak dostanę zdjecia to się pochwalę owocami tej pracy, Ninka była bardzo grzeczna, pozowała, nawet nie spała tylko cały czas spoglądała prosto w obiektyw.

Ninka jest cudowna. Z dnia na dzień śpi coraz mniej, leży, słucha co się do Niej mówi, coraz cześciej się uśmiecha, ogląda z zaciekawieniem obrazki kontrastowe, biało-czarne.

Jest moim największym szczęściem, nie wyobrażam sobie życia bez Niej, jest moim całym światem, moim oczkiem w głowie! 

Rośnie w oczach, z dnia na dzień jest coraz większa, coraz silniejsza (podnosi główkę coraz wyżej i coraz dłużej ją utrzymuje w powietrzu). Jestem z Niej taka dumna, moja cudowna malutka córeczka!

MÓJ PIERWSZY DZIEŃ MAMY

MÓJ PIERWSZY DZIEŃ MAMY

Wczoraj obchodziłam pierwszy raz Święto Mam. Nawet dostałam piękny bukiet kwiatów i przepyszne Rafaello, taki jest ten mój Maciuś kochany. Już nie mogę się doczekać aż dostanę pierwszą laurkę albo kwiatka od mojej córeczki.


A jak się czuję w roli mamy? Cudownie! Jestem taka szczęśliwa, gdy patrzę na to moje małe cudo, jak spogląda na mnie tymi swoimi pięknymi, dużymi oczkami, jak się do mnie uśmiecha, przedwczoraj nawet pierwszy raz podczas snu się na chwilkę zaśmiała.

Uwielbiam ją, kocham ją, jest taka wspaniała, śliczna, kochana i taka cała moja! Ciągle tylko leżała przy moim cycku, albo po prostu jak najbliżej mnie, najlepiej to na mnie, wtedy śpi spokojna, a jak ją odłożę obok, to się wierci i budzi co chwilę. Córeczka mamusi.

Gdy patrzę na Nią nie mogę uwierzyć jakie mam szczęście, że ją mam i jestem dumna z tego że mogę nazwać się jej mamą.

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA

Dziś moje szczęście ma 13 dni, ale to nie dlatego uważam liczbę 13 za szczęśliwą. Wiele osób uważa że trzynastka jest pechowa, a już zwłaszcza piątek trzynastego, dla mnie jednak ten dzień okazał się najszczęśliwszym dniem w całym moim życiu, ponieważ tego dnia przyszła na świat moja długowyczekiwana córeczka.  


Urodziłam Ninę dokładnie tydzień po terminie. W dzień terminu, czyli szóstego maja, w piątek pojechałam do szpitala około godziny 23 ze skurczami trwającymi już od kilku godzin. Co się jednak okazało, były to skurcze niereguralne, prawdopodobnie przepowiadające. Ale oczywiście postanowili mnie już zostawić w szpitalu na obserwację i tak leżałam w szpitalu, codzień marząc już o tym, aby w końcu przytulić moją córeczkę. Jedna za drugą Panią leżąc ze mną na sali zmieniały się bo poprzednia albo zaczęła rodzić albo miała cesarskie cięcie. Tylko ja leżałam i leżałam wyczekując jakich kolejek objawów zbliżającego się porodu. Kiedy już zaczęły np pojawiać się skurcze, byłam szczęśliwa że wreszcie się coś „zaczęło” lecz po jakimś czasie ustępowały, a mi zbierało się na płacz, no bo ile można leżeć w szpitalu?!

Jednak w środę podczas porannego obchodu, gdy ordynator stwierdził że poczekamy do piątku i jeśli poród sam się nie zacznie to będą mi wywoaływać, poprosiłam, czy nie mogą zrobić tego wcześniej. Ordynator stwierdził że skoro chcę wcześniej, to okej i założyli mi tzw „balonik”, który podczas chodzenia miał spowodować rozwarcie. Wypadł mi o czwartej nad ranem w czwartek, rozwarcie miałam już na 2-3 cm, no to położyli mnie na porodówkę, a że skurczy w ogóle nie miałam, podłączyli mi kroplówkę z oxytocyną, która miała te skurcze spowodować. Leżałam tak pod tą kroplówką do godziny szesnastej, ale nic ona nie pomogła i z powrotem położyli mnie na patologię ciąży, a następnego dnia znów miałam dostać tą kroplówkę.

Następnego dnia, czyli w piątek, o wpół do piątej nad ranem podczas snu odeszły mi wody i znów położyli mnie na porodówkę, skurcze zaczęły się z pół godziny pózniej i z każdą godziną zaczęły się nasilać, około godziny ósmej, gdy skurcze były już bardzo mocne, poprosiłam o znieczulenie w kręgosłup, położna odpowiedziała że muszę poczekać do godziny 9 aż będzie obchód i wtedy lekarz zadecyduje, bo być może anestezjolog będzie w tym czasie zajęty. 

Położna zaproponowała gaz, który miał na celu zmniejszenie bólu, wcześniej nie brałam go pod uwagę, ponieważ stwierdziłam że wolę być w pełni świadoma niż „na haju” ale gdy zbliżał się skurcz, złapałam maskę z gazem i oddychałam jak kazała położna, po chwili gdy skurcz minął, a ja nawdychałam się gazu opadałam na łóżko z zamkniętymi oczami tak zamulona, nie mogą nawet wypowiedzieć słowa, raz nawet zwymiotowałam po tym gazie. Powtarzając za każdym razem „nie chcę już tego gazu”, ale za każdym razem gdy czułam że skurcz się nasila, znów prosiłam mojego Maćka, aby mi go podał. Wydaje mi się że bólu on nie zmniejszał, ale jakoś działał bardziej na psychikę, ponieważ skupiałam się nie na bólu, ale na tym aby prawidłowo wdychać i wydychać ten gaz, co pozwalało mi przetrawać ten ból.

Wpół do dziesiątej nadszedł tak bardzo wyczekiwany przeze mnie obchód. Dwadzieścia minut przed tym położna badała mnie i stwierdziła że mam cztery centymetry rozwarcia. Jednak ordynator zbadawszy mnie stwierdził że mam już 8-9 centymetrów. W ciągu 20 minut! Bardzo się ucieszyłam i stwierdziłam że jak już tyle, to dużo nie zostało i nie chcę już znieczulenia, że dam radę. Uradowana męczyłam się kolejne trzy godziny, bada mnie znow następna położna i mówi że mam 4-5 centrymetrów rozwarcia. Ja oczy jak pięć złotych, mój Maciek „Jak to? Przecież było 8-9!” A położna stwierdziła że lekarz widocznie nie badał mnie na skurczu, bo podczas skurczu jest mniejsze rozwarcie, bla bla bla. Załamałam się, stwierdziłam że w takim razie chcę te znieczulenie, bo już ból był nie wytrzymania i ta świadomość że jeszcze tyle przede mną! 

Dostałam w końcu znieczulenie, po nim skurczy nie czułam praktycznie wcale. Gdy znieczulenie zaczęło „puszczać” Pani anestezjolog dodawała kolejne „dawki”. Rozwarcie doszło to 7-8 centrymetrów i nie chciało dalej się powiększać, a skurcze cały czas miałam, ale nieregularne, a położne stwierdziły że na takich skurczach ja nie dam rady urodzić. Czekali nastepne kilka godzin, co chwilę przychodzli lekarze, oglądali zapis KTG, badali rozwarcie (co mnie bardzo bolało). Nagle dostałam skurczy partych, ktore pojawiają się na sam koniec porodu, aby wyprzeć dziecko. Jednak ja nie miałam pełnego rozwarcia, ani regularnych skurczy! Miałam np 3 bardzo mocne skurcze, następny lżejszy, potem przez 3-4 minuty w ogole nie miałam i tak w kółko, a przecież skurcze powinny stawać się częszcze i mocniejsze! 

Pomimo znieczulenia podczas tych skurczy partych czułam okropny ból, lekarze zdecydowali że skoro skurcze są nieregularne to podadzą mi znów kroplówkę z oxytocyną, tą samą pod którą leżałam pół dnia dzień wcześniej, jednak ja nie wyraziłam zgody, bo dzień wcześniej mi w ogole nie pomogła, to zapewne teraz też nie pomoże. Zarządałam cesarki, nie chcieli się zgodzić stwierdzili że pierworódka może rodzić nawet do 18 godzin, a przecież ja rodzę DOPIERO! 12 godzin. (Jednak ja dwa dni wcześniej nasłuchałam się od Pani leżącej obok historii że miała taką samą sytuację że męczyli ją tyle godzin, aż w końcu dziecku zaczęło spadać tętno i na szybkiego robili jej cesarskie cięcie, aby ratować dziecko i tak ją nacięli że miała bliznę od biodra do biodra i rok czasu dochodziła póżniej do siebie.) Bóle stały się nie do wytrzymania, mała pchała sie już na świat, a ja nie byłabym w stanie jej urodzić, bałam się że zacznie się dusić albo coś innego również złego i zaczęłam krzyczeć z bólu i przerażenia że mają mi zrobi cesarkę. W końcu wygrałam, zgodzili się. Podali mi kolejną dawkę znieczulenia w kręgosłup, a ja nadal czułam ból i mogłam poruszać nogami, spanikowałam bo bałam się że rozetną mnie, a ja będę wszystko czuła! Nawet nie wiem kiedy mnie uśpili, pamiętam jak by to był sen że pokazali mi córeczkę, ucałował ją, a całkowicie wybudziłam się jak mnie już zszywali i niestety słyszałam komentarze jednego z lekarzy. „Bohaterka, cesarkę sobie zażądała, następnym razem niech sobie rodzi w innym mieście, wpiszemy jej że cesatkę miała z powodu braku współpracy ze strony rodzącej” itp. 

O godzinie 16.40 przyszło na świat moje największe szczęście, dostała 10 punktów, ważyła 3740 g i mierzyła 56 cm.

Nie żałuje że zarządałam cesarki, bo wiem że męczyli by mnie nie wiadomo ile jeszcze godzin, a i tak by się skończyło to cesarką. Gdybym wiedziała że tak to wszystko się potoczy, bez chwili zastanowienia od razu umówiłabym się na cesarskie cięcie.

Jestem dumna z mojego ukochanego, że dał radę i że był ze mną do końca i wspierał mnie, to dzięki niemu dałam radę. Dziękuje skarbie, kocham Cię!

Pomimo tego bólu, przerażenia i strachu o moją córkę piątek 13-ego pozostanie na zawsze moim ulubionym dniem, bo w tym dniu zmieniło się moje całe życie, to tego dnia zostałam najszczęśliwszą kobietą na świecie.

JESTEM MAMĄ!

JESTEM MAMĄ!

13 maj 2016 – najpiękniejszy dzień w całym moim życiu. Tego dnia przyszło na świat moje największe szczęście – moja córeczka Nina. 


Urodziła się o godz. 16.40 poprzez cesarskie cięcie, po 12 długich godzinach na porodówce, z powodu braku postępu porodu.

Dziś mała księżniczka ma już 10 dni, nawet nie wiem kiedy to zleciało. Dopiero co odliczałam dni do porodu a teraz czas leci jak szalony. Miałam zamiar pochwalić się wcześniej, ale całkowicie pochłonęło mnie macierzyństwo.

Jestem najszczesliwą kobietą na świecie, patrząc na moją piękną córeczkę nie mogę uwierzyć jakie mnie spotkało wielkie szczęście że ją mam. Nie mogę się nią nacieszyć, mogłabym godzinami wpatrywać się w nią – jest idealna!